Opatija – romantyczna królowa Adriatyku.

Romantycznym porywom serca sprzyjało szmaragdowe morze, miękki piasek plaż, ciche zatoki, cudowne wschody i zachody słońca, doskonały mikroklimat, ale też owiane tajemnicą alkowy zabytki, niezwykła zieleń lasów laurowych, gajów oliwnych i winnic. Na niespieszne przechadzki idealnie nadawały się nadmorska promenada, ale też malownicze górskie ścieżki. I to praktycznie o każdej porze roku.

„Jeździła aż do Abacji / Po temat do konwersacji” – tak o tym miejscu lata temu pisał Tadeusz Boy-Żeleński, wspominając pewną „Stefanię” w krotochwilnej „powieści psychologicznej z kajetu pensjonarki”.

W Abacji, jak Polacy zwali wtedy współczesną nam chorwacką Opatiję, chętnie zaszywali się również bardziej znani rodacy. Bywali w niej Józef Piłsudski, Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz (tu świętował otrzymanie Nagrody Nobla), Zofia Nałkowska, Ignacy Mościcki i Stefan Żeromski. Stanisław Witkiewicz, na odzyskanie sił i zdrowia, wybrał zaś nieodległy Lovran… Pod koniec XIX i na początku XX wieku to w Opatiji spotykał się Lwów, Kraków, Poznań, Warszawa i… Zakopane. Kto tutaj nie bywał, ten nie liczył się w tzw. towarzystwie.

Kiedy narodziła się ta niezwykła perła Adriatyku? Niewielką rybacką osadę, malowniczo rozrzuconą na skalistym skrawku lądu nad zatoką Kvarnerską, odkrył w XIX stuleciu Iginio Scarpa, zasobny w fundusze handlarz drewnem i zbożem. Jemu to więc przynależy tytuł ojca… kurortu. Za jego to również sprawą wzniesiono – na cześć ukochanej, przedwcześnie zmarłej żony – willę Angiolinę. Budynek, jak na tamte czasy piękny, rozległy i bardzo komfortowy. Pierwszy taki w Opatiji.

Jeśli zatem Scarpę uznać za ojca miejscowej turystyki, to kto jest jej matką? Ten tytuł bezapelacyjnie przynależy do Marii Anny Sabaudzkiej. Austriacka cesarzowa pokochała nie tylko ten piękny zakątek – uroczy, a jednocześnie z dala od wścibskich oczu (chętnie, choć znacznie później, zaglądał tutaj również Franciszek Józef – dzisiaj możemy wędrować jego traktem) – ale także samą willę.

Odwiedziny cesarzowej w tak odludnym zakątku cesarstwa nie mogły pozostać niezauważone… Gdy w dodatku odkryto, że w miejscu tym jest niezwykły mikroklimat, a w willi można liczyć na wyśmienite potrawy, osada zaczęła błyskawicznie zmieniać się w kameralny kurort. Rezydencje, wille, hotele i pensjonaty rosły jak grzyby po deszczu. Nic zatem dziwnego, że przez lata dorobiła się tak prestiżowych przydomków jak „Nicea Adriatyku”, „Monte Carlo Adriatyku”, „Perła austriackiej Riwiery” czy też „Królowa Adriatyku”.

Opatija stała się sławna. Jednak w najmodniejszym kurorcie monarchii austro-węgierskiej nie tylko leczono gruźlicę i skołatane nerwy, ale też bawiono się, i to hucznie. Kto aspirował do tzw. towarzystwa, musiał tu wpaść, choć na chwilę. Chętnie więc zaglądały tu koronowane głowy, a także ludzie nauki i kultury, przedsiębiorcy i rewolucjoniści, z Włodzimierzem Leninem na czele. I dzisiaj lista sławnych gości nie jest mała.